Ulubieńcy września – czyli co lubię nakładać jesienią

Wrzesień już za nami, zatem kolejni ulubieńcy będą na tapecie.
W tym miesiącu gości sporo kosmetyków z działu pielęgnacji, mocno kryjące podkłady, kremy, serum i coś do paznokci. Zobaczcie czemu te kosmetyki tak mi się spodobały… 🙂


Czy znacie któryś z tych kosmetyków?




Pielęgnacja:

Wśród pielęgnacji znalazły się 2 maski Origins i GlamGlow.

 
Origins – Drink Up – O tej marce napisze Wam osobny post bo to moje odkrycie tego miesiąca. Słyszałam o niej dużo, ale nigdy dotąd nie próbowałam osobiście. Pierwsze zetkniecie i hit! Maseczka, która gasi pragnienie skóry. Maseczka pięknie i naturalnie pachnie, Zostawiamy ją na 10min na twarzy i zmywamy lub wycieramy chusteczką. Efekt? Dogłębnie nawilżona skóra, która jest gładka, przyjemna w dotyku i miękka jak dawno już nie była.
GlamGlow – Powermud Dualcleanse Treatment maska łączy siłę błota i olejku, dzięki czemu wyjątkowo dobrze oczyszcza skórę z zanieczyszczeń, sebum i pozostałości makijażu. Jest wydajna bo wystarcza na wiele użyć. Pachnie soczystym, zielonym jabłkiem. Efekt – oczyszczona skóra, zwężone pory, mniejsze przetłuszczenie strefy T w ciągu dnia. Dobra o każdej porze roku.
W kwestiach demakijażu nadal jestem zachwycona Shiseido IBUKI Softening Concentrate. Ten tonik wycisza moją skórę , jak żaden inny. Cała ta seria zresztą to mój hit, ale ten tonik ukochałam najmocniej. Oczyszcza, nawilża, nie podrażnia, zwęża pory ale nie ściąga skóry. Nie mam po nim nigdy uczucia przesuszenia, a skóra jest czysta. Do tego jest bardzo wydajny bo używam go 2 razy dziennie od 2 miesięcy i jeszcze jest go sporo.
Avene – PysioLift Jour Day – to nowość od Avene, ale już z nim zdążyłam się zapoznać. U mnie jest albo love od pierwszego użycia, albo go po prostu nie ma. Tu polubiliśmy się. Brakowało mi właśnie kremu na dzień, który by nawilżył skórę. Ta emulsja nawilżająca dobrze się sprawdza pod kremem.
Nakładam ją po serum Sisley.

Serum rozświetlające Sisley Eclat Tenseur Radiant Immediate Lift, to serum, które  pięknie rozświetla skórę, pachnie tak jak produkty Origins bardzo naturalnie, ale na tyle przyjemnie, że mamy ochotę zamknąć oczy i rozkoszować się tym aromatem. Słońca teraz jak na lekarstwo, a to serum rozświetla skórę, na tyle, że mamy wrażenie, że jest ona zdrowsza, a my bardziej wypoczęte. To naprawdę działa!

Całość pielęgnacji dopełnia nowość sprzed kilku miesięcy pod oczy – Shiseido Ultimune Eye. Serum do twarzy z tej serii było świetne i idąc “za ciosem” Shiseido stworzyło serum pod oczy. Ma ona za zadanie pomóc w penetracji składników aktywnych z kremów, ale też przy okazji rozjaśnia spojrzenie, odświeża je, nawilża skórę. Opakowanie jest ultrakobiece i piękne. To małe dzieło sztuki, a ja takie małe dzieła sztuki doceniam podwójnie 🙂


Do polików w tym miesiącu intensywnie używałam różu Smashbox Lights Blendable Lip & Cheek Colore w kolorze Beverly Hills Blush. Za co mi się podoba? Za szybkość, w jakiej dzięki niemu mogę wykonać makijaż, za wygodę, bo sunie jak po maśle i za ładny efekt. A do tego można go śmiało nosić w kieszeni czy kosmetyczce i użyć dodatkowo w razie potrzeby.

 

Wśród ulubieńców makijażu nie może zabraknąć nowych kolorów podkładu, o którym już u siebie pisałam, choć wtedy kolory były dla mnie za ciemne. Clinique Beyond Perfecting to od dawna jeden z moich ulubionych razem z Dior Star i Pharmaceris matującego. Za co tak je polubiłam? Świetnie kryją wszystkie, nawet spore niedoskonałości. Ten podkład działa jak korektor i podkład w 1. Ma teraz jasne odcienie pasujące do takich bladolicych jak ja – 0.5 breeze i 1 linen (swatche i oddzielny post o nich będzie jeszcze w tym tygodniu w Pracowni). Do tego utrzymuje się cały dzień. Trudno jest go wydostać z samego dna ale wszystkie podkłady w słoiczkach mają podobny problem, a ja mam swoje sposoby, by nic się nie zmarnowało 🙂 Ten podkład z pewnością będzie ze mną jeszcze 2-3 miesiące i spędzimy razem tę zimę.
Na oczach pod cieniami nakładam Too Faced Shadow Insurance – bazę, która pomaga mi utrzymywać cienie do powiek na swoim miejscu. Baza ma słodkie opakowanie. Too Faced od ubiegłego miesiąca gości na półkach perfumerii Sephora, wiec jeśli jeszcze nie widzieliście ich paletek czy tuszu, to zachęcam do obejrzenia i wypróbowania.
Na bazę do powiek jako cień bazowy nakładam ostatnio cień MAC Cosmetics Ever Ivory. Idealnie matuje powiekę, ładnie się rozprowadza, jest aksamitny, trzyma się do wieczora i po kilku miesiącach używania pojawiło się widoczne dno. Ach, będzie płacz jak mi się skończy 😉
Ostatnia wisienka na torcie do makijażu to rozświetlacz MAC Cosmetics Mineralize Skinfinish Lightscapade. Po 2 latach skończyło mi się poprzednie opakowanie tego rozświetlacza i nie zamieniłabym go na inny. Mam ich wiele i zmieniam je sobie czasem ale i tak wracam do tego przy codziennym makijażu. Namówiłam już zresztą na niego 3 koleżanki i przyjaciółkę i wszystkie są z niego tak samo zadowolone jak ja. Jest niemal niezniszczalny i niezużywalny, bo wystarcza na baaaardzo długo.

 


Ostatnie w ulubieńcach są lakiery Essie z ich jesiennej kolekcji Fall 2015 collection. Czemu akurat one znalazły się w ulubieńcach?
Świetne kolory idealnie pasują do moich jesiennych stylizacji. Mała pojemność  jest idealna na wyjazdy, cena jest przystępna a my mamy wybór spośród aż 4 kolorów.

 

Kontent oraz zdjęcia pozyskane z archwialnej wersji strony – Pracownia Przyjemności.
Autorem i właścielem tekstów jest poprzedni właściciel strony.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *