Goteborg jesienią 🙂

Powróciłam! Ach, Goteborg powitał nas deszczowo, ale potem, o dziwo, było nawet słońce i deficyt typowych wiatrów w tamtych stronach, które wywracają nawet najbardziej trwałe parasole. A tu nic – żadnych wichur, burz… – nudy 😉
Miło było powrócić znów do tych wąskich uliczek, budynków z pomarańczowej i żółtej cegły, kraju wysportowanych blondynek i blondynów.
Ten weekend upłynął nam pod znakiem ekologii, jedzenia organicznego i znaku fair trade. Dziewczyna, u której mieszkaliśmy jest eko couchem, więc uczyła nas an co zwracać uwagę, mieliśmy wspólne gotowanie tamtejszych rybek i innych pycha obiadków.

główna ulica Goteborga po raz ostatni – było zimno – czapa i rękawice być muszą 😉

Wiecie, że w Goteborgu na bilecie miejskim można popłynąć promem na 1 z kilkudziesięciu wysepek, na których znajduje się od kilku do kilkuset domów i można się na nich poczuć jak rozbitek na bezludnej wyspie… Może być cudowniej? 😉

 

 

 





 

Trampolina w środku deptaku – typowo szwedzkie :]] Małża nie mogłam przez 20min stamtąd odciągnąć 😛

latamyyyy 😉



 

widok na miasto

 

 



z Gunillą na głównej ulicy

 

 


Było chłodno, ale gorące szwedzkie serca nas ciepło przyjęły i rozgrzały 🙂 Tu 5 godz przed odlotem, zegnamy główną ulicę w mieście 🙂 Już tęsknie za tym miastem i ludźmi <3

Kontent oraz zdjęcia pozyskane z archwialnej wersji strony – Pracownia Przyjemności.
Autorem i właścielem tekstów jest poprzedni właściciel strony.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *