“Lody na patyku” – veni, vidi … vici?


Do nowo otwartego miejsca “Lody na patyku”, niedaleko warszawskiego BUW-u jechałam jak na zbawienie. Moja opinia jednak jest taka – szybko tam raczej nie wrócimy…
Miałam nadzieje odnaleźć moją “mekkę”, mój port w chwilach smutków i zwątpienia ;). Uwielbiam jeść, a słodycze są rodzajem przyjemności, której nie mogłabym i nie chcę sobie odmawiać. Mam swoje ukochane cuksy, których wystarczy najmniejszy kawałek, by na mojej buźce pojawił się wyraźny grymas szczęścia i rozkoszy (Chocolissimo i pralinki z ich sławnych szkatułek, Lindor oraz trufle szampańskie to mój najpyszniejszy umilacz podniebienia). W podświadomości tliła mi się nadzieja, że lody na patyku znajdą miejsce w moim sercu i dołączą do powyższej listy moich naj… słodyczy. Lody z zasady jeść lubię. Ba, lodów w domu zabraknąć nie może, co doskonale wie i rozumie mój szanowny małżonek :P. Ale o ile przyjemniejsze jest wybranie się na ręcznie robiony deser ze znajomymi niż jedzenie lodów z kubełka w domu …
Niestety moja wizja i oczekiwania nie zostały spełnione. Ale od początku. Pędziłam do “Lodów” na rolkach na złamanie karku by móc spróbować tych osławionych już przez blogerów zmarzlinek. I co? I nic… Lodów nie było. “Właśnie wyszły” i “będą za 20 min” – usłyszałam. Rozgościliśmy się na 1 piętrze, zjedliśmy przepyszny sernik, wypiliśmy coś w butelce o smaku zielonej herbaty, jakąś kawę i lemoniadę, ale przecież nie po to przyjechaliśmy do “Lodów na patyku”. Lody zostały dostarczone po ok 45 min. I nie wystarczyło dla wszystkich w kolejce. Być może jest to trafny chwyt marketingowy. Lody są w cenie 5 zł duży, 3 zł mały. Gdy ich nie ma Klienci idą na piętro i zamawiają ciasta (ok 14 zł za sernik, tartę, ciasto bezowe) lub tartelinki (8zł) czy produkty w szklanych butelkach (od 8 zł wzwyż) albo kawę. I czekają na lody. Dzięki temu budżet “Lodów” się zapełnia.

 

 


Same lody były przeraźliwie słodkie i przypominały mi wszędzie-dostępne  lody “Magnum”, które są w podobnej cenie do tych tutaj. Plusem jest fakt, że podobno jest kilka smaków lodów (przy nas dołożyli tylko śmietankowe w kilku kolorach polew. Wariacją były posypki – migdałowa, orzechowa, pistacjowa oraz kształt. Długość czekania, obawa, że 45 min stania w kolejce nic nie wniesie i zabraknie dla nas lodów z tej partii, a kolejna przyjdzie za 45 min spowodowało, że nie jesteśmy chętni by tam wrócić.

 


Jak podsumował mój małżonek, jest fajnie, miło, ale “Dupy nie urywa” … i to jest chyba najlepsze podsumowanie ;). Zachęcam do przyjścia tu i sprawdzenia czy Wam te lody odpowiadają, ale warto odwiedzić to miejsce w późniejszym czasie, kiedy nie będzie już długiej kolejki z kobietami w ciąży zamawiającymi po 5 lodów!, dzieci, które płaczą bo nie wystarczyło dla nich lodów “z buźką” bo pani w ciąży wzięła wszystkie itp… 😉 Wtedy wizyta nie będzie traumą, a czystą przyjemnością. W końcu po to się idzie do lodziarni. Ten lokal ma potencjał. Wystrój przypomina mi typowe szwedzkie restauracyjki, gdzie można przyjść ze znajomymi, a otoczenie nie przytłacza i nie skupia całej uwagi. Jeśli tam wrócimy, gdy już tłumy znajdą inny obiekt do natarcia, to na sernik (wyborny, pełnotłusty z mascarpone) i dla przemiłej obsługi. A będąc w okolicy skłonimy się zapewne do zahaczenia o okoliczne lokale (są 4 obok siebie) w podobnym klimacie, ale z jedzeniem typu tosty, kanapki, makarony itp.
Miło jest widzieć, że okolica kampusu UW zapełnia się ciekawymi miejscami, które serwują dobre jedzenie, mają miłą obsługę i przyjemną atmosferę, a sam wystrój powoduje, że czujesz się tam jak w domu 🙂

 

 

Na ul. Lipowej znajduje się m.in. Piaskownica, Lody na Patyku, niedługo otwarcie BTW – by the way oraz SAM, który z pewnością niedługo odwiedzimy 🙂

Kontent oraz zdjęcia pozyskane z archwialnej wersji strony – Pracownia Przyjemności.
Autorem i właścielem tekstów jest poprzedni właściciel strony.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *